Fejs mi dziś przypomniał

Fejs mi dziś przypomniał, co kiedyś mój Bliźniak powiedział podczas mszy:

„Czasem jest tak, że chcesz z kimś być, ale nie możesz, bo na przykład ten ktoś jest daleko albo okoliczności na to nie pozwalają. I co wtedy robić? Modlić się tak, jak się potrafi najlepiej. Ja tak robię…”.

I patrzył na mnie tymi swoimi brązowymi ślepiami i myślałam, że jestem jego jedną jedyną, a tymczasem… hehe. Ech 😉

Reklamy
Zwykły wpis

Czy wszystko byłoby prostsze?

Czy wszystko byłoby prostsze, gdyby on uwierzył, że naprawdę go kocham?
Gdyby uwierzył, że nie ma tu żadnego podstępu, a wszystko jest prawdziwe, szczere i z głębi serca oraz duszy? Czy to by coś zmieniło? Nie sądzę.
Gdybym powiedziała mu to wprost, to i tak nadal wisiałaby nad nami ta sama karma do przerobienia. Nadal byśmy się borykali z syfem w naszych żywotach. Nadal byśmy mieli wiele do sprzątania. Bycie razem nie ułatwiłoby nam niczego, a może i nawet pogłębiłoby rozgoryczenie, żal i niemoc…
Wielokrotnie przeklinałam fakt, że muszę iść przez to „piekło” bez niego, bez kogokolwiek, ale dziś jest inaczej. Dziś dziękuję za te chwile samotności, których doświadczałam i doświadczam, bo to właśnie w nich się odnajduję i to one hartują mojego ducha. Jestem wojowniczką niosącą prawdę. Niosę ją dla siebie, dla niego i dla wszystkich innych. Taką mam misję.
I może do końca życia samotnie będę walczyć o tę prawdę, kto wie…
Wiem, że na siłę nie będę robić dosłownie nic. Nawet palcem na siłę nie kiwnę, bo jeśli coś ma się wydarzyć, to się po prostu wydarzy. Będę to powtarzać, aż do znudzenia. Pierdyliard razy, w kółko i na okrągło.
Będę upadać i podnosić się sama, aż może któregoś dnia, to właśnie on poda mi rękę i pomoże wstać. A potem będziemy iść razem, ramię w ramię, czuwając nad tym, aby ani jedno, ani drugie już nigdy nie upadło. A nawet jeśli, to, aby to drugie zawsze było w pogotowiu, gotowe, żeby pomóc miłością. Tyle i aż tyle.

Kocham Cię J.N.

Zwykły wpis

Małe deja vu

Byłam dziś na pogrzebie sąsiadki i powiem tak, powrót do kościoła po 4 latach, po tym wszystkim, co mnie tam spotkało, był po prostu dziwny. Cały czas chciało mi się płakać, wszędzie widziałam Bliźniaka i miałam wrażenie, że zaraz wyjdzie z zakrystii! Przed moimi oczami wszystko przewijało się, jak film… Czułam wszystko i jednocześnie tak bardzo nie czułam nic. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale tak faktycznie jest, bo nie ma już tego czegoś co było, gdy on tam był. Tę pustkę pierwszy raz poczułam tuż po jego wyjeździe w lipcu 2014 r.

Nie czuć obecności, ale czuć miłość… Hah!

Scenariusz dzisiejszego dnia był podobny do tego dnia, gdy wróciłam do kościoła w lutym 2013 r. Wtedy był to pogrzeb męża sąsiadki, na pogrzebie której byłam dziś. Wtedy też wchodziłam do kościoła z białą różą, z mega biciem serca i wtedy też chciało mi się płakać. Ale WTEDY byłam jeszcze zielona, co do tego, co właśnie zaczęło się dziać. Dziś poszłam tam świadoma wszystkiego.
Szkoda, że go nie było… Mógłby podejść i powiedzieć: porozmawiajmy, potrzebuję tego…potrzebuję Ciebie… A ja odpowiedziałabym: Ja też… I jakoś by to było, prawda? Heh…

No cóż…

Zwykły wpis

I can feel your touch…

Obrazek

Zwiastuny śmierci…

Jedną z właściwości, którą jestem „obdarowana” jest to, że „dostaję” zakamuflowane informacje o czyjejś śmierci. Nigdy nie jest to mówione wprost, zawsze przychodzi w symbolach sennych i w postaci czarnego motyla przylatującego do mnie na jawie.
Kilka dni temu śniło mi się, że krwawiły mi dziąsła przy przednich zębach. To nigdy nie jest dobry omen. To zawsze zwiastuje czyjąś śmierć. Nie znoszę mieć takich snów, bo potem jestem niespokojna…
Tym razem sen przyniósł aż dwie śmierci… Zmarła moja sąsiadka, która w moim bloku mieszkała od zawsze. Ta sąsiadka była żoną mojego ulubionego sąsiada, przez śmierć którego właściwie zaczął się cały mój oficjalny proces przebudzenia i ogarniania opcji BP. Poza tym była ona też bardzo dobrą znajomą mojego Bliźniaka… Kiedyś zwierzyła się mojej innej sąsiadce, że płakał, że musi stąd odejść…
A druga śmierć zabrała babcię mojego Bratniego… Dowiedziałam się dziś, ale od piątku byłam już jakaś dziwnie niespokojna i przez cały weekend chodziłam ubrana na czarno.
Szkoda mi go bardzo, bo wiem, jak ważna dla niego była i wiem, jak bardzo moja babcia jest dla mnie ważna…
Moje drogi z Bratnim w ostatnich miesiącach trochę (bardzo) się rozminęły. Nie jest mi z tego powodu źle, bo widocznie odrobiliśmy już to, co mieliśmy wspólnie odrobić. Ja gdzieś tam jestem, on to wie, ale już inaczej niż kiedyś. Zawsze jednak będę go kochać i zawsze będę wdzięczna, że pojawił się w moim życiu ❤

Zwykły wpis